Zastepca gotowanych kartofli - kartofel gratin


Ale mialam fajny dzionek!
Tak fajny, ze nie wstawilam zamierzonego postu. Ale juz nadrabiam zaleglosci..... Mialam go dokonczyc czekajac na Tosie (moja suczke), ktora byla u fryzjera.

W trakcie jej wizyty mialam tylko szybciutko skoczyc po zakupy. Duzo mi niby nie trzeba bylo, bo w tym tygodniu jestem slomiana wdowa, wiec i jesc malo pewnie bede. Niestety tak to bywa wpuszczajac mnie w raj artykulow spozywczych, ze troche mi zeszlo. Troche.... troche dluzej niz zalozylam. No i nie dosc, ze nie zjadlam sniadania w moim ulubionym lokalu (zaraz obok tosinego fryzjera), to jeszcze nie wstawilam postu.Tosia jest wypielegnowana i wyglada przeslicznie. Po fryzjerze bylam umowiona z kolezanka na wypad w gory. Alez bylo fajnie. Uwielbiam te wedrowki. Gdy schodze juz na dol i stoje przy aucie, mimo, ze wczesniej dyszalam wchodzac pod gore, czuje sie taka spelniona. Kupilysmy sobie miod od bawarskich pszczol. Z pewnoscia nie jest tak dobry jak od polskich, ale lepszy od sklepowego!

Ta potrawe a wlasciwie dodatek chcialam Wam pokazac, bo znudzily mi sie kartofle. Znaczy nie to, ze mi sie calkiem znudzily, ale jak je do pracy bierzemy na drugi dzien to sa jakies takie bez wyrazu. Frytki sie nie nadaja, od gotowych 'vedges' po pewnym czasie bola nas zoladki, gotowane sa bez wyrazu no  a ryz tez nie zawsze pasuje. Lubimy tez te, ktore przedstawilam w tym *klik* przepisie. Jednak dlugo szukalam czegos innego. Przepisu na dodatek do miesa i ryb ...... kto szuka, ten znajdzie, wiec znalazlam *tu klik*.

Podeszlam sceptycznie! Wyprobowalam i wiem, ze ten dodatek bedzie czestym gosciem w naszym domu. Chlopaki byli zachwyceni a my z kolezanka w pracy tyle zjadlysmy, ze musialysmy sie na fitness umowic ;))  Pycha! Polecam, warto. Pasuje do mies a takze i do ryb. Jako samodzielne danie z odpowiednim dodatkiem tez zda egzamin.

Ta porcja (jako dodatek) naje sie 5 osob:

1,5 kg. kartofli
750 ml mleka
2 lyzeczki soli
1 zabek czosnku (wycisniety)
1 lyzeczka galki muszkatulowej
2 lyzki twarogu (w przepisie byl serek mascarpone. Ja dalam zwykly twarozek. Mysle, ze i bez tego moze sie obyc)
1 listek laurowy (mi wpadly 2)
pieprz
100 ml smietanki



Kartofle obierzcie, wymyjcie (przed krojeniem!!!) i potnijcie w 3-5 mm plastry. Wiecej nie myjcie, straca zbyt duzo skrobii, a ona jest wazna dla konsystencji sosu.
W miedzyczasie w duzym garnku wymieszajcie mleko, twarozek, sol, czosnek, listek laurowy i pieprz. Podgotujcie na srednim doplywie ciepla.
W lekko gotujace mleko wrzuccie kartofle i regularnie mieszajcie.
Gotujcie okolo 15 minut, az kartofle zmiekna
Piekarnik nagrzejcie do okolo 180 stopni (termoobieg ok. 160-170).
Doprawcie galka muszkatulowa i ewentualnie jeszcze sola i pieprzem (wedlug uznania)
Wyjmijcie listek laurowy
Polowe kartofli wylozcie do formy do pieczenia, polejcie smietanka i na to wylozcie reszte masy kartoflanej z mlekiem
Pieczcie okolo 20-25 minut.
 


 







A tu kilka fotek z dzisiejszej wedrowki zanim zaczniecie przygotowywac kartofelki.








Smacznego ;))
















2 komentarze:

  1. lubię ziemniaczki pod każda postacią :) te Twoje trzeba wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń