Linquine z marchewka i zielonymi szparagami

 

Dzis prezentuje Wam szybciutkie, zdrowe i pyszne jedzonko. Z pewnoscia widzieliscie je juz w wielu gazetkach i ksiazkach kulinarnych. Ja widzialam chyba w wiekszosci ksiazek, ktore mam, najczesciej jako ‚spaghetti‘. Niespecjalnie mi sie podobalo, przewracalam kartke i szukalam dalej. Wydawalo mi sie, ze bedzie za suche i wlasciwie bez smaku.  

W weekend, przegladajac kolejna pozycje Atilli Hildmann ‚Vegan for Fit‘ znow ujrzalam to spaghetti. O nie! Pomyslalam sobie, musze zrobic. I zrobilam! I wiecie co – bede robic czesciej!!!! Oczywiscie przedstawiam Wam ten przepis na moj sposob, jak zwykle troche zmodyfikowany.

Ze wzgledu na pore roku musialam uzyc szparagow ze sloika. Chcialam poczekac do sezonu na szpragi, podejrzewam ze swiezymi bedzie jeszcze atrakcyjniej, i dopiero wtedy zachecic Was chociazby samymi kolorami. Po ugotowaniu tak nam smakowalo, ze zostalam przekonana by szybciutko Wam to danie zaprezentowac. 

Skladniki dla 2 osob:
1/3 paczki makaronu linquine (mozecie oczywiscie uzyc spaghetti)
1 lyzeczka masla
2 spore marchewki pokrojone w slupki
5-6 szparagow ze sloika pokrojonych w kawalki okolo 3-4 cm.
1 mala cebula badz szczypiorek drobno skrojony
1 duzy zabek czosnku, wycisniety przez praske
sol, pieprz, 2 lyzki oleju
ser parmesan

Makaron ugotowac al dente w osolonej wodzie. W miedzyczasie podsmazyc okolo 3 minut marchewke (najlepiej w woku), dodac czosnek i szczypiorek, smazyc kolejne 3 minuty, od czasu do czasu mieszajac. Na koniec dodac szparagi.
W tam czasie makaron juz powinien nam sie ugotowac. Nalezy go odcedzic i wymieszac z odrobina masla. Dlaczego, co i jak pisalam Wam w tym poscie *klik tu*. Makaron dodac do warzyw, przemieszac, przesmazyc, doprawic sola i pieprzem so smaku. Podawac posypany parmezanem.
Jesli lubicie, polejcie oliwa z oliwek.

A teraz cos innego niz jedzenie, aczkolwiek poniekad z tym zwiazane....
Mielismy ostatnio tu na Bawarii bardzo ladna pogode. Sprzyjalo to roznym ciekawym aktywnosciom, jak na przyklad jezdzie na sankach, grillowaniu i spacerowaniu. Pstryknelam specjalnie dla Was kilka fotek.





Bylam tez ostatnio na nartach – niestety bez aparatu! Straszne rzeczy! Wstyd! Nastepnym razem zrobie Wam kilka zdjec Alp ;) Mam nadzieje, ze beda Wam sie podobaly.

6 komentarzy:

  1. grill w taką pogodę bije na łeb wszystko! też tak chcę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale pięknie u mine już nie ma śladu po śniegu ;) jedzonko bardzo smacznie się prezentuje;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ależ tutaj pięknie się zrobiło :) nowe ubranko bloga wygląda rewelacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń