Baby do garów! Czyli 5 faktów o Ewie w kuchni



Jak wiecie w tym tygodniu biorę udział w wyzwaniu u Lifestylerki. Dzisiejszym tematem jest 5 faktów o mnie. Opisywanie jak piękna, mądra, inteligentna i tolerancyjna jestem nie ma sensu - wszystko to już przecież wiecie, prawda? A ciekawe czy wiecie jaka jestem w kuchni? Pomyślałam, że wymienię 5 swoich cech, ale tych prosto z kuchni. Czy tak sobie mnie wyobrażacie?

1. Gotuję lepiej niż piekę ciasta

Mimo, że na blogu kilka przepisów na ciasta jest i w sumie nawet fajne fotki mi powychodziły (tak nieskromnie przyznam ale zobaczcie sami *klik*), faktem jest, że gotowanie wychodzi mi zdecydowanie lepiej niż pieczenie. Dziwne to, ponieważ moje wypieki i tak wszystkim smakują.

2. Gotuję wiele dań w tam samym czasie

Nie wyobrażam sobie robić np. tylko pierogów. Przecież w trakcie ich lepienia może się piec mięso albo gotować zupa.

3. W trakcie gotowania sprzątam kuchnię na bieżąco

Gdybym miała po swoim gotowaniu i zjedzeniu brać się za sprzątanie, to chyba wolałabym sobie jedzenie zamówić. Sprzątam na bieżąco. Najczęściej jeszcze przed zjedzeniem mam kompletnie czystą kuchnię, po zjedzeniu zostaje jedynie umycie talerzy i zmycie podłogi. 

4.  Próbuję wszystkiego i jem wszystko

Mam to szczęście, że Rodzice niczego we mnie nie wmuszali. Dzięki siostrze mojego Taty, Mama nie latała za nami wciskając nam różnego rodzaju znielubione przez dzieci potrawy, tu kanapeczka, tu jajeczko. Zasada była prosta - chcesz to jesz a jak nie chcesz to nie jesz. Nie było też gotowania "pod dzieci". Gotowane było dla wszystkich. Jestem za to moim rodzicom baaaaaardzo wdzięczna. To spowodowało, że lubię wszystko i jem wszystko, w związku z czym odnajduję się wszędzie.
Był czas, że nie lubiłam rosołu ale to tylko dlatego, że kiedyś w szpitalu się nim przejadłam. Dziś go jem, aczkolwiek jako produkt końcowy nie wzbudza on we mnie emocji, takie picie wody łyżką.  Natomiast chętnie kreuję z niego inne potrawy.

5. (Podobno) Nie doceniam zmywarki

Chyba jestem jedyną kobietą, która (podobno) nie docenia zmywarki. Spokojnie mogłabym się bez niej obejść, to prawda. Podobno też nie umiem w niej odpowiednio ułożyć talerzy (o zgrozo!!!). W domu jestem zwolniona z wstawiania naczyń do zmywarki, bo On to zrobi lepiej (no podobno). Skoro tak uważa moja lepsza połówka, to z błędu go nie wyprowadzam ;) A co tam!?

I jeszcze jedno..... bez puktu! Zawsze mam za dużo w lodówce. Kończy się to tym, że wiecznie muszę w niej sprzątać. Kilka takich akcji możecie zobaczyć tu *klik*.


Zaskoczyłam Was czymkolwiek? A jak Wy widzicie się w kuchni?









0 komentarze: