Wishlist(a) Ewy, taka niespodzianka!


Na co dziś czekaliście kochani? Na jakies pychotki libańskie, polskie czy niemieckie? A może po temacie wnioskując myśleliście, że przedstawię Wam moją upragnioną listę ciuchów albo kosmetyków, które chciałabym posiadać? Nic z tego moi drodzy, nic z tego. Taka niespodzianka! Te sprawy póki co zostawiam lepszym, blogerkom modowym i lifestylowym, one znają się na tym lepiej niż ja. 

Coraz częściej przekonuję się, że jestem.... sama nie wiem jak to nazwać i się zastanawiam. Czy jestem minimalistką? Czy może po prostu nie jestem gadżeciarą. Gadżeciara, fajne słowo, spodobało mi się ostatnio. A może jestem po prostu praktyczna i wiem czego chcę, czego mi potrzeba? A może skąpa jestem? A może leniwa? A może nie mam celu? Jestem zarozumiała? A może jestem bezduszna? Albo po prostu nie znam się na rzeczy i modzie? Nie wiem jakie określenie by do mnie pasowało.

Zaskoczeni tym postem? Ja też! Ależ niespodzianka! Już kiedyś niespodzankę Wam zrobiłam, pamiętacie? Zamiast dobrego jedzonka zafundowałam Wam kilka faktów o mnie.

Lubię posty o tym, co kto chciałby mieć. Na co zbiera pieniążki i na co odkłada aby w najbliższym czasie sobie kupić. Sukienkę, szafę, dobre perfumy. Lubię je, naprawdę lubię te posty. I zawsze przy nich się zastanawiam o czym ja marzę z tych materialnych rzeczy, co ja bym chciała mieć?

Najczęściej nie chcę nic! Czy to znaczy, że jestem osobą o cechach wymienionych powyżej? Skłaniałabym się w kierunku minimalizmu i "niegadżeciary" ale znam osoby, które tego nie potwierdzą. Spoglądając chociażby na moją walizkę nawet na najkrótszy wyjazd, rzeczywiście trudno uwierzyć w mój minimalizm i niegadżeciarizm (czy istnieje takie słowo?). To może praktyczna?


I co dalej? Prawda jest taka, że nie lubię mieć dużo rzeczy wokół siebie. Lubię przestrzeń i porządek. Nie wyobrażam sobie mieć półek zastawionych świeczuszkami, dzbanuszkami i innymi durnostojkami. Dlatego np. wyjazdy do IKEI nie oznaczają dla  mnie katastrofy finansowej. Pooglądam, zjem hot-doga i mogę spadać.
A co do ciuchów, to muszę mieć naprawdę dobry dzień, żeby cokolwiek mi się spodobało. Najczęściej zdarza mi się to z moją Mamą, w Polsce. Jednak od spodobania do kupienia też jeszcze u mnie spora droga. Czy jestem skąpa? Wyprzedaży nie znoszę. Takie co nikt tego nie chciał ja mam brać? Brr.... Ale czasem coś się dobrego trafi, nie przeczę! A kosmetyki od lat mam te same i jest ok!

I tak sobie myślę. Jednak w kuchni me miejsce. Jak wpadam do sklepu z przyprawami, ziołami, mięsem. Tam muszę się rzeczywiście powstrzymywać. To jest to na czym mogę się szybko pośliznąć. A nie daj Bóg w Libanie, tam przepadam! Serio! Całe szczęście, że wszyscy palą papieroski, to bez stresu mogę buszować w orientalnym świecie udoskonalaczy!



No ale dobrze, kuchnia. Hmmm.... Czego mi brakuje w kuchni? Co bym chciała mieć? Zastanawiam się.... Nie mam czajnika, ale nie potrzebuję. Nie czuję potrzeby posiadania wypasiongo automatu do kawy. Korzystam nadal z tego z filtrem papierowym, co wzbudza uśmiech na twarzach znajomych ;)) Nie uznaję krojaków do jabłek ananasa czy jajek. Mam jedno sitko i kilka garnków. Nie potrzebuję osobnego pojemniczka na cebulę (jej i tak nie można przechowywać). Krojaczki czosnku w plasterki i kolejnego gadżetu do wyciśnięcia też nie potrzebuję. Wystarczy mi jeden. Super robotów nie lubię.


Zmartwilam się! Czy można niczego nie chcieć? W momencie jednoosobowej burzy mózgów do tego postu doszłam do wniosku, że miałabym jednak dwie zachcianki. Uff... Taka niespodzianka! Wówczas chciałam marokańską tajine. Te jednak są dość spore, i nie na nasz dopływ ciepła. Ale kilka dni temu przypadkiem znalazłam "takie małe coś". Może to dla marokańskich singli hihi. Nie wiem. Dla nas super. Coś wspaniałego! Do tego jest do piekarnika! Super!

Została mi jedna zachcianka! Miałam już to kiedyś. Piękne młynki do pieprzu i soli morskiej. Cudne! Srebrne, znaczy koloru srebrnego ;) Nawet przypadkiem zauważyłam, że były od dołu podświetlane. Taki bajer! I co? I padły! Koniec! Dlatego moja wishlista to takie porządne, piękne młynki!


Takie też kiedyś miałam, tym z kolei ja pomogłam paść! 


Wpis powstał w ramach wyzwania u Owsianki i Kawy.
Jak myślicie. Czy to normalne mieć tak mało zachcianek? A Wy macie swoje kuchenne wishlisty?

0 komentarze: