Nie pouczaj mnie, proszę! Lekcja zamykania buzi na kłódkę

ryż z vermicelli

Cóż ja się namęczyłam... Kolejna lekcja zamykania buzi na kłódkę za mną. Ale wyszło na dobre ;)) No niby człowiek wie, żeby nie pouczać innych, że najpierw trzeba spojrzeć samemu w lustro, że nikt nie jest doskonały i takie tam inne mądre hasła. Jednak łatwiej  jest rzucić jakąś ripostę, typu "przecież wiem lepiej" czy "zrób po mojemu". Tym razem nie mogłam! Musiałam milczeć, przecierpieć.

A było tak. Zaproszenie do znajomych na elegancką kolację przyszło niespodziewanie. Dawno się nie widzieliśmy więc warto było nawet przełożyć sprzątanie mieszkania na kolejny dzień. Kolacja miała odbyć się w piątek wieczór. Cieszyłam się bardzo na to spotkanie nie tylko dlatego, że się dawno nie widzieliśmy ale również dlatego, że Magda dobrze gotuje.

Wieczór zapowiadał się bardzo miło, rozmowy toczą się w najlepsze, atmosfera jak zwykle bardzo przyjemna. My kobiety podążamy w kierunku kuchni by pomóc Magdzie dopiąć wszystko ma ostatni guzik i już cieszyć się wspólnym spotkaniem. A tu nagle widzę ryż! Ryż z woreczka?! No coś podobnego! Ryż z woreczka u Magdy?!

Delikatnie odwracam głowę, widzę cudowne sałatki, zupę z ciecierzycy i wspaniałą pieczeń, jeszcze w piekarniku. Wszystko elegancko przygotowane - mówiłam, że Magda jest dobrą kucharką. Do tych wspaniałości ni jak ma się ta dziwna papka wyrzucona z plastiku, potocznie zwana ryżem. Brrr..... 

Nic nie powiedziałam, cierpiałam w milczeniu. Nie chiałam pouczać, podważać autorytetu kulinarnego dobrej znajomej. Nieustannie i wszędzie namawiam do gotowania porządnego ryżu, a i tak trafiam na to bezsmakowe "coś".

Wieczór toczył się dalej. Moja buzia była jednak zamknięta na kłódkę. Któraś z dziewczyn zapytała o bloga, zaczęłyśmy go przeglądać, aż trafiłyśmy na mój stary wpis o ryżu. Wpis pożal się Boże (z tych początkowych, sami rozumiecie) ale ich uwagę przykuło zdjęcie, ponieważ gotowałam ryż na campingu we Francji, na Cot'Azur. Swoją drogą z tamtych rejonów ugotowałam już lasagne nicejską, rigatoni po nicejsku i jeszcze jedno cudo bezmięsne .

Magda stwierdziła, że mój ryż jej zawsze bardzo smakuje. To dlaczego gotuje z nieprzymuszonej woli ten worek, pomyślałam. Na drugi dzień do Magdy przyjeżdżali teściowie. Postanowiła przyrządzić ryż po mojemu, dokładniej powiedziawszy po libańsku. Byli zachwyceni. Zadzwoniła do mnie i powiedziała, że od dziś tylko tak będzie ryż gotować i żebym przytoczyła na blogu tę historię. Miała tylko jedno ale. A, że dziewczyna konretna jest, powiedziała, że mam napisać tak, by się czytać i gotować chciało, a nie jak wtedy ;))) Wiem, że tamten wpis nie jest imponujący ale nie usuwam starych wpisów i też nie poprawiam. Widać przynajmniej, że blog i ja się rozwijamy, prawda?

Mój drogi czytelniku! Znam te hasła o niepouczaniu, zachęcona jednak przez Magdę muszę i chcę i Ciebie pouczyć! Gotując ryż daruj sobie to dziwactwo z torebek, które nie dość, że palce przy otwieraniu Ci parzy, do tego wprowadza w Twój organizm chemię z plastiku, to jeszcze nie smakuje. Weź się w garść, ugotuj po mojemu. Może i raz i drugi Ci nie wyjdzie, za to potem z radością będziesz go spożywać.

Czyli jak już dojdziesz do "ryżowej" perfekcji to pouczaj swoich znajomych i rodzinę. Jeśli masz bloga, to poucz swoich czytelników, powołując się na mnie. No i koniecznie napisz mi jak Ci poszło ;)

Składniki:
- szklanka ryżu długoziarnistego (u mnie zawsze basmati)
- objętościowo 1,5 do 2 razy rosołu bądź wody z bulionu instant co ryżu
- odrobina masła, oleju lub smalcu maślanego
- makaron vermicelli* lub inny drobny do zupy
- ząbek czosnku wyciśniętego przez praskę lub posiekanego

*makaron vermicelli to drobny makaron, jak na zdjęciu w lewym dolnym rogu - im ciemniejszy przy smażeniu, tym ładniej później wygląda. O jego właściwościach przeczytacie klikając w link.


Ja ryżu długoziarnistego nie płuczę i Wam też odradzam. Płukanie było domeną naszych babć i prababć, wówczas o ryżu długoziarnistym w Polsce nie było mowy.

Na maśle bądź oleju, ciągle mieszając podsmażamy makaron. Ja ostatnio używam smalcu maślanego. Masło się szybko przypala a smalec maślany nie. Dodajemy czosnek, gdy ten się delikatnie zarumieni dodajemy ryż. Mieszając podsmażamy wszystko razem, tak by ziarenka ryżu obtoczył tłuszcz. Dodajemy rosół (bądź wodę i bulion instant). Jeśli preferujecie bardziej słone dania, dodajcie trochę soli. Pod przykryciem doprowadzamy do wrzenia i po chwili redukujemy temperaturę do minimum, ma się jednak cały czas gotować. Wiele zależy od kuchenki i ilości ryżu. Gotujemy tak długo aż ryż wchłonie cały płyn. Po ugotowaniu przykrywamy ściereczką, która dobrze wchłania wilgoć, np. jak na zdjęciu i zostawiamy ryż na kilkanaście minut "w świętym spokoju". Można owinąć go ręcznikiem i wsadzić pod kołdrę.

P.S. Ściereczka jest z Rosmana. W prawdzie sprzed kilku lat ale nadal się sprawdza.

ryż zwyły  ryż po libańsku jak ugotować ryż? basmatti

0 komentarze: