Październik z apetytem



Bardzo lubię na blogach podsumowania poszczególnych miesięcy. Pozwalają one na bliższy kontakt z autorem i na przeczytanie, chcący czy niechcący, pominiętych tekstów. Lubię również tzw. polecajki, z serii wyczytane w sieci, gdzie blogerzy się nawzajem polecają. Takie polecajki to zdecydowanie dobra praktyka blogerska. Część z Was proponuje swoich ulubieńców miesiąca, co już w wielu przypadkach natchnęło mnie do wydania pieniędzy... Podoba mi się!

W takim razie, skoro ja chętnie czytam takie posty u Was to dlaczego nie miałabym takiego resume wprowadzić u siebie? Jak na blogerkę kulinarną przystało, u mnie będzie mniej lifestyle'owo a bardziej kulinarnie. Cóż od jedzenia w życiu ważniejszym jest, oprócz zdrowia? Ostatnio usłyszałam, że jeszcze praca i sex! Ok! Zgadzam się! Pomyślane, napisane a teraz Wy czytajcie i oglądajcie jak apetyczny miałam październik.


Sporo się działo. Miesiąc to był długi, zaliczam go jednak do bardzo przyjemnych. Koniec września i początek października miałam przyjemność spędzić rodzinnie, po Polsku. Były mielone i buraczki. Gołąbki też były i kartofle też. Mamusia dbała o moje, nasze podniebienie. A my dziękujemy! Było słonce i były wycieczki, był odpoczynek i relaks. Porównywaliśmy polską i niemiecką białą kiełbasę (o niemieckiej możecie poczytać). Byliśmy nawet w ZOO, co mi osobiście taką frajdę sprawiło, jakbym miała 10 lat.









 







Trzeci październik to Święto Narodowe w Niemczech, pozwoliliśmy sobie odpocząć w górach, nadrabiając spalone kalorie w jednym z ulubionych bawarskich lokali, spożywając najpyszniejszego Wienerschnitzel. A tu Wam podpowiem, że gdy w restauracji serwowany jest Wienerschnitzel, to możecie być pewni, że jest z mięsa cielęcego. Natomiast Schnitzel Wiener/Art będzie wieprzowy. Oczywiście mowa o porządnych restauracjach.




 


Następnie odwiedzili nas kolejni goście a potem jeszcze kolejni. Tym razem z odległego Düsseldorf. Jedliśmy po libańsku i zwiedzaliśmy po bawarsku a bawiliśmy się po Polsku. Było bardzo sympatycznie.







W międzyczasie sąsiadka upiekła nam muffinki, które okazały się być cup cake'ami a nie muffinkami. Dzieki Bogu, na facebookowym funpagu uświadomiliście mi różnice miedzy muffinem a cup cake. Tacy sąsiedzi i fani są na wagę złota!


Udało mi się równi trochę pospacerować i skorzystać z uroków jesieni, taka ona mila tego roku, nieprawdaż?




 

Z bardziej pikantnych rzeczy, udaliśmy się na randkę z Libańczykiem, by przy okazji pokosztować egzotycznych smaków, tym razem afgańskich. Przyznam, że wieczór zaliczam do udanych ;)) Smak rzeczywiście inny niż ten, który znamy. Mieliście okazję spróbować?


 


 





Oczywiście nie mogłoby zabraknąć babskiego spotkania z moją Dorotką, gdzie przeważnie oddajemy ukłon w stronę kuchni wietnamskiej, która skradła nasze serca. Niewielki lokalik w jednym z monachijskich centrów handlowych jest nie tylko ze smakiem urządzony ale również posiada genialnego kucharza. 
Oprócz kaczuchy, rytuałem naszym z koleżanką stały się wypady do Ikea. Nie do Ikei, tylko do Ikea. Dorotka uświadomiła mi, że my Polacy mamy skłonności do odmiany nazw własnych. Hmm... Wiedzieliście o tym? Już od 8.45 stoimy jak te sępy przed drzwiami, czekając by nas wpuszczono do restauracji. Konsumujemy pyszności by o około 10 udać się na spacer miedzy piętrami. To nic, że przy każdej rzeczy, którą mamy w domu musimy o tym się nawzajem poinformować (setny taz z rzędu). Lubimy te nasze rytuały. 




A co na blogu? Zapraszam na apetyczny skrót:

W październiku na blogu wystartował kącik informacyjny, gdzie mogliście przeczytać na temat kartofli, kiełbasy w Niemczech a także o herbacie i jej znaczeniu w krajach arabskich. Bardzo się cieszę, że wpisy te spotkały się z Waszym zainteresowaniem. Zdradzę Wam, że mam jeszcze trochę niespodzianek w rękawie. Poza tym namawiałam Was do porzucenia gotowania ryżu w woreczkach
Jedna z Czytelniczek przysłała mi zdjęcie polecanej przeze mnie bezmięsnej, jesiennej zapiekanki, którą zrobiła. Zachwyciła mnie, ponieważ obawiałam się, że widząc moje zdjęcia tej potrawy nikt z Was nie będzie chciał jej gotować. Widzieliście je? Oj, brzydkie, brzydkie. Oprócz tego zapraszałam Was na spaghetti z mulami, zapiekaną cykorię w pomidorach i faszerowane vege trio. Czyżby rzeczywiście mój październik był aż tak vege?


Co z sieci wyczytane??? Poddaję się tym razem, wybaczcie proszę. Czytam tak wiele, tak wspaniałych blogów a pomysł na moje apetyczne podsumowania pojawił się tak nagle. W listopadzie będę zbierać i zachowywać to co czytam.

Buziaki i do następnego przeczytania!



























0 komentarze: