Ciasto z całymi gruszkami. Czy warto mieć chandrę?



Chandra. Jesienna chandra. Październik, listopad to miesiące, w których większość z nas skarży się na kiepskie samopoczucie. Niby powodów nie mamy a jednak większość osób ma obniżoną tolerancję na to, co się dookoła dzieje, a przede wszystkim na samych siebie. Prawda? Mnie też dopadła ta zołza. Wcisnęła mnie w rozciągnięte dresy, pod koc, z kubkiem herbaty z cytryną i dobrą książką. Czy warto  mieć chandrę?  

W okresie jesiennym czytamy mnóstwo artykułów na temat chandry. Jak sobie z nią radzić? Jak ją przetrwać? Jak się wzmocnić? Koncerny farmaceutyczne prześcigają się w reklamowaniu środków przeciw chandrze. Tabletki, globulki, saszetki z witaminami i wzmacniaczami to raczej już standard w każdej domowej apteczce.

A ja Wam powiem, że czasami warto jest poddać się takiej chandrze. Nie walczyć z nią. Jeśli apatia, złe samopoczucie i obniżona wartość samych siebie, bo takie są przecież objawy jesiennej chandry, nie trwają zbyt długo, to poddajmy się jej. Nasze organizmy muszą się przestawić z trybu letniego na zimowy. To trochę potrwać musi. Śmiem twierdzić nawet, że w obecnych czasach, za sprawą ocieplenia globalnego trwać to może nieco dłużej niż kilka lat temu. Pamiętajmy jednak by chandry nie mylić z depresją sezonową. To dwie różne kwestie. Ja poruszam temat jesiennej chandry.

Zwolnijmy obroty, pomyślmy o sobie. Poczytajmy, podziergajmy na drutach. Idźmy do kosmetyczki, fryzjera, na basen czy siłownię. Spotkajmy się ze znajomymi. Zróbmy dla siebie coś dobrego. Upieczmy sobie coś pysznego i bez wyrzutów sumienia i liczenia kalorii rozkoszujmy się smakiem. I z tym właśnie dziś do Was przychodzę....

... Naprzeciw chandrze zrobię ci ciasto czekoladowe, powiedziało moje Kochanie, widząc mnie w dresach i pod kocem, bez grama makijażu. Nie lubię aż tak bardzo czekolady, ale skoro zrobi.... I jak już zrobił, znaczy razem zrobiliśmy, okazało się, że jednak lubię czekoladę. I Wam też polecam, pomogło. Teraz mam zdecydowanie lepszy nastrój.

sposoby na chandrę

Składniki:
- 7 gruszek
- do posypania gruszek cynamon, kardamon mielony, cukier, odrobina soku z cytryny
- dżem
- 2 jajka,
- szczypta soli,
- 1/2 szklanki mąki pszennej,
- 2 łyżki kakao,
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
- niecałe 1/2 szklanki oleju,
- 1/2 szklanki cukru, plus paczuszka cukru waniliowego

Miałam 7 niewielkich gruszek i piekłam ciasto w formie o wielkości 26 x 18 cm, ponieważ nie miałam małej tortownicy. 

Gruszki myjemy, obieramy pozostawiając skórkę na ogonkach. Wydrążamy gniazda z gruszek. Dziurki po gniazdach napełniamy dżemem. Gruszki doprawiamy cynamonem, cukrem, kardamonem, skrapiamy sokiem z cytryny. Wszystkie proporcje według uznania.
Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. Dodajemy cukier a następnie żółtka, partiami przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i kakao. Na koniec dodajemy olej i jeszcze chwilę miksujemy na niskich obrotach.
Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Ciasto wylewamy do formy i umieszczamy w nim gruszki. Moje się nieco poprzewracały, co nie wpłynęło na doznania smakowe. Pieczemy około 40 minut.

A jak Wy radzicie sobie z jesienną chandrą? Dopadła Was już w tym roku?

gruszki w cieście

Ciasto to znalazłam u Dzikowca, podobnie jak to z całymi jabłkami, które robię dość często. Powiem Wam, że takie ciasta z całymi owocami to zupełnie inny wyraz kulinarnej przyjemności. Przy pieczeniu okazało się, że mam 2 jajka zamiast 3, dlatego musiałam pozmieniać proporcje.

ciasto czekoladowe





0 komentarze: