Listopad z apetytem



Podsumowanie października bardzo dobrze się wśród Was przyjęło. Zresztą nic dziwnego, sama bardzo lubię takie podsumowania. Nie dość, że troszeczkę więcej dowiaduję się o autorze bloga, który z przyjemnością czytam, to jeszcze dzięki polecanym artykułom można poznać coraz to nowe blogi.

Mój listopad umknął gdzieś bardzo szybko. Czy to dobrze? Tak, chyba dobrze. 2015 nie należy do najlepszych więc niech się powoli kończy a ja liczę i przykładam się do tego by następny był lepszy. Póki co staram się łapać to co najlepsze i cieszę się, że nastał grudzień. Coraz bliżej do spotkania z Rodziną a to daje mi napęd i radość.

Skupię się więc dalej na pozytywnych rzeczach. Na początku listopada temperatury na Bawarii sięgały 20 stopni. Nad jeziorami można było spotkać ludzi wygrzewających się na słońcu, grillujących i spacerujących.

Oczywiście było też apetycznie. Co środę objadamy się w pracy sushi. Mogłabym jeść, jeść i jeść. W planie mam zrobienie kursu przygotowywania sushi. Sprawa niby prosta, robiłam kilka razy a jednak ryż mi się klei. Macie jakieś sprawdzone metody żeby się  nie kleił?

Jakby nie było nie samym sushi człowiek żyje. O nie, nie! Jadam również np. kaczkę w curry, popijam ją pyszną imbirową herbatką (z miski) i zagryzam sałatką ze świeżych warzyw posypaną orzeszkami.


Oprócz takich chwilowych słabości (przyjemności) skupiam się, jak wiecie, na przygotowywaniu domowych potraw i wypieków. Wiecie, że wolę domowe niż gotowe ;)


Wyobraźcie sobie, że w listopadzie jadłam lody. Dnia piękności też nie mogło zabraknąć, to już mój taki rytuał. Końcówkę miesiąca spędziłam przygotowując kalendarz adwentowy a będąc w pracy nagle miałam gościa. Wizyta ta o mało nie przyprawiła mnie o zawał serca. Tak się wystraszyłam tego cienia, że z 15 minut serce mi łomotało jak szalone a pan po prostu mył okna od zewnątrz.


Po zajściu z gościem musiałam się zrelaksować. I tu na pomoc przyszły mi kolorowanki dla dorosłych. Żałuję, że tak długo zwlekałam z ich kupnem. Niesamowita sprawa! Polecam wszystkim, którzy czują jakikolwiek niepokój w sobie bądź chcą po prostu odrobinę zwolnić tempo.


Następnie jakimś cudem mój ulubiony świąteczny skrzat stłukł swoją doniczkę. Ciekawe kiedy zostanie sklejony. Hmmm....  Oprócz tego ubrałam już choinkę i zastanawiam się nad pieczeniem ciasteczek.

A co działo się na blogu?

W listopadzie pierwszy raz na jedzzapetytem.pl blogowaliśmy wspólnie. Pokazałam Wam również efekty mojej pracy w jesiennym wyzwaniu fotograficznym. Mogliście też obejrzeć filmik o Libanie i wypieku chleba arabskiego. Proponowałam Wam również ciekawą alternatywę dla frytek a także proste i szybkie danie z tuńczykiem. Z typowo libańskich dań mogliście ze mną spróbować kuleczek kaftah w sosie pomidorowym, maghmour - dania jednogarnkowego a do tego vegan i falafel z kolendrą i chili. Powiedzieliśmy stop rutynie przyrządzając kotlety mielone inaczej niż zwykle. Do tego u mnie na stole królowała ciecierzyca z boćwiną a także ciecierzyca w akompaniamencie owoców morza

A co działo się na innych blogach?

Z ciekawych tekstów tego miesiąca polecam Wam bardzo artykuł z którego się dowiecie skąd się biorą dobre pomysły. Jeśli zamierzacie udekorować mieszkanie na zimę, zajrzyjcie do Karoliny po propozycje zimowych dodatków. W ostatnim czasie dość mocno irytują mnie niektóre zachowania na facebooku, tym bardziej z chęcią poczytałam vademecum fejsbukowego patrioty
Listopad nie sprzyja dobremu humorowi, tym bardziej warto praktykować hawajskie zasady prowadzące do lepszego życia. Przyznaję, że bardzo mi się podobały. Podobnie jak artykuł o tym jak zacząć się cieszyć
Jeśli lubicie fotografować, koniecznie zajrzyjcie do Eweliny. W jednym wpisie zebrała potrzebne linki dla początkujących fotografów.
Dodatkowo niesamowicie cieszy mnie gdy gotujecie z moich przepisów i tak na przykład u Gosi, zwolenniczki kuchni polskiej zagoscił hummus.

A jak Wam minął listopad?

0 komentarze: