Grudzień z apetytem


Roku 2015 postanowiłam nie podsumowywać, jednak grudzień w kilku słowach, zgodnie z tradycją podsumuję chętnie. Jak co miesiąc przedstawiam Wam kilka apetycznych faktów z mojej codzienności, kilka artykułów, które z chęcią czytałam i tych, które sama napisałam.

Szczerze mówiąc grudzień minął mi dość pracowicie. Koniec roku, rozliczenia projektów i wszystko na tzw. wczoraj przyprawiło mnie kilkakrotnie o zawrót głowy. W życiu chyba nie zrozumiem jak można (i po co) sobie wszystko zostawiać na ostatnią chwilę. Mimo zawodowego zawrotu głowy udało mi się jednak spotkać ze znajomymi, stworzyć dla Was adwentowy, orientalny kalendarz na facebookowym funpagu, który podsumowałam również na na blogu a także wewnętrznie się wyciszyć. 2016 niesie mi zmiany. Zmiany, których obecnie nie chcę ale nie przestaję wierzyć, że może tak ma być, że tak będzie lepiej. Jestem nerwusem i lubię wszystko przewidywać a tu się niestety nie da!

Miałam przyjemność zjeść specjalnie dla mnie przygotowanego pizzowego potworka. A do tego dowiedziałam się, że istnieje pizza bianca. Zdziwieni? Też byłam, teraz jednak przyznaję, że pyszna jest. Trochę oliwy z oliwek zamiast sosu pomidorowego, ulubione składniki i pizza bianca jest gotowa! Świetna zabawa z dziećmi była.



Święta Bożego Narodzenia spędziłam w naszych polskich górach. Niesamowite jaka ta nasza Polska piękna jest. I cudownym uczuciem jest czuć się tak wśród ludzi, którzy nas tak bezinteresownie kochają. 

Spacerując po Świeradowie udało mi się nawet spotkać koleżankę ze szkoły podstawowej. Jaki ten świat jest mały, prawda? Niestety nie miałam telefonu przy sobie by nas uwiecznić. 

A na szczęście, tak żeby było go jeszcze więcej, pogłaskałam żabkę. Poza tym nawdychałam się cudownego górskiego powietrza ile tylko się dało. Mój pies, z którym jeszcze dwa miesiące temu myślałam, że będę się z jego względów zdrowotnych żegnać, normalnie ożył.

Wiecie, że mimo, że preferuję kuchnię śródziemnomorską, dokładniej rzecz biorąc arabską, a jeszcze dokładniej to libańską, naszym polskim tradycjom jestem wierna. Dlatego Wigilia i Święta są u mnie zawsze po Polsku. 

Cóż więcej? Spacerowaliśmy, rozgrzewaliśmy się i oczywiście z wielka przyjemnością, wysoko w górach wypiłam polskie piwko z sokiem. To tak na wspomnienie studenckich czasów. 

Udało nam się pogrillować. I poznałam człowieka, który trzy czy cztery razy był na wojnie w Afganistanie i Libanie. Zawału (czy wylewu, przepraszam nie pamiętam) dostał na ćwiczeniach ze swoją kompanią w Polsce, na biegach, które uwielbiał. Sedno jest takie, że został sam bo się od niego Rodzina odwróciła.... Smutne, ale daje do myślenia! 

Życzę Nam wszystkim cudownego 2016! 

























Na blogu mogliście przeczytać w ramach wpisów gościnnych o tym jak dwa światy w jeden się łączą. Gosia z bloga Codzienna Kuchnia Niecodzienna opowiedziała przesympatyczną opowieść o świętach.  Z kolei Olga z bloga Make Happy Day dała nam kilka przedświątecznych porad. Podzieliłam się również z Wami moją opinią na temat prezentów a następnie radziłam Wam co z kuchennych rarytasów nadaje się wyśmienicie na prezent.  I wspólnie robiliśmy pyszny likier. Z kulinarnych propozycji było niewiele ale za to pysznie! Z miłym przyjęciem spotkała się kaczka na boćwinie z pomarańczową nutą, istne cudo na elegancką kolację


Mnie ostatnio zainteresował temat glutenu. Po tym artykule sporo mi się rozjaśniło. Artykuł o życiowych prawdach zrobił na mnie spore wrażenie. Zresztą teksty tego bloga robią na mnie zawsze wrażenie. 

0 komentarze: