"Hummus, za'atar i granaty" - recenzja książki Samar Khanafer


A było tak..

Pik, pik - wiadomość na vibera. Siedzę w pracy. Wzdycham. Odrywam nos od komputera, czytam.....

"Ewa, właśnie słucham w radio wywiadu z laską, która wydała książkę kucharską z przepisami libańskimi po polsku. "Hummus, za'atar i granaty" Znasz? Masz? A może ci przywieźć?" ekscytuje się moja przyjaciółka, która za dwa dni przyjeżdża do mnie na babski urlop.

Myślę. Było koło jedenastej. O tej porze mam zawsze spadek formy, więc trochę mi schodzi z tym myśleniem. Ale myślę... Wielkie mi co. Kolejna, która wydała książkę. Teraz wszyscy książki wydają. Taka moda. Prawie jak z pisaniem bloga. Książek z kuchnią arabską i libańską mam od diabła i ciut ciut. Wykupiłam kolejno wszystkie dostępne pozycje w Libanie i w Niemczech. Po co mi kolejna? No to wymyśliłam, odpisuję….

"Nie, dziękuję." Pik.... poszło.

Za jakieś dwa tygodnie ja lecę na urlop do Polski. Chodzimy sobie z Mamcią po Galerii Warmińskiej w Olsztynie, Mama ma sprawę do załatwienia. W takim razie ja udaję się do księgarni, poprzeglądam sobie nowości. Ostatecznie ląduję oczywiście w książkach kucharskich. Wertuję przeróżne pozycje tych poczytnych i mniej poczytnych blogerów i nie tylko. "Hummus, za'atar i granaty" rzuca mi się w oczy, jest zafoliowana. Na horyzoncie pojawia się zadowolona Mama, odkładam książeczkę, wychodzę. Za kilka dni jesteśmy w kinie, w drugiej galerii w Olsztynie, znów ląduję w Empiku. Tym razem "Hummus, za'atar i granaty" jest odfoliowana, zaglądam, kartkuję, płacę, wychodzę.

Dobrze, ale do rzeczy. W związku z tym, że jestem zwolenniczką kuchni libańskiej i kilka osób pytało mnie o tę książkę, pozwolę sobie napisać kilka słów o tej pozycji.Gdybym miała ją określić jednym słowem, powiedziałabym REWELACJA. Książka jest świetna! Jak wspomniałam mam sporo pozycji z kuchnią libańską i arabską. Ta jest zdecydowanie w czołówce moich ulubieńców. Samar Khanafer rzeczywiście ma korzenie w Libanie. Pół Polka, pół Libanka urodzona w Leningradzie. Z babcią i ciociami uczyła się gotować. Książka ma 320 stron, jest ładnie oprawiona.




Bardzo podoba mi się, że na początku książki Samar przedstawia Liban od kuchni, libańską kulturę jedzenia i typowe artykuły spożywcze stosowane w kuchni libańskiej. Książka jest podzielona na osiem rozdziałów, przepisy podstawowe, mezze, zupy, ryby i owoce morza, mięsa, warzywa, wypieki i desery oraz napoje.




Każdy przepis jest poprzedzony krótkim opisem samej potrawy, historią, znaczeniem i rolą jaką odgrywa w tradycji kuchni libańskiej. Moim skromnym zdaniem opisy te są niezwykle trafione. Nic dodać, nic ująć. Dla mnie olbrzymim plusem tej publikacji są towarzyszące każdemu przepisowi (oprócz przepisów podstawowych) zdjęcia.




Co kilka stron ukazują się duże zdjęcia Libanu, co dodatkowo pozwala poczuć klimat tego kraju. Dodatkowym atutem są podpowiedzi kulinarne autorki, takie jak np. sekret zupy idealnej czy falafel idealny. Również i one trafiają w samo sedno.





Na koniec dodam, to co dla mnie osobiście jest najważniejsze. Samar zebrała w tej książce przepisy, które rzeczywiście spotyka się w libańskich domach. Przynajmniej większość z nich ja spotykam będąc w Libanie. Oczywiście, że istnieje falafel z marchewką czy falafel z cukinią a nawet z kolendrą i chili, jednak nie są to popularne w Libanie dania. Tradycyjny libański falafel robi się z bobu i ciecierzycy. Taki się tam je, przynajmniej tam gdzie ja bywam i taki przedstawia również autorka. W tej książce znajdziecie wszystko to, co podaje się w Libanie, który ja znam. Być może dlatego książka ta przypadła mi do gustu. Gratulacje i wyrazy uznania dla autorki.


0 komentarze: