Lipiec z apetytem


Nie bardzo akurat mam ochotę na cokolwiek w tej chwili. Tak w życiu bywa. Mówią znajomi, masz PMS.  Nie, nie mam - odpowiadam. Niemoc ogólna! Jednak jak patrzę na fotki i przeżycia z ostatniego miesiąca, jedno co wiem, to wiem jak cudowne mam życie!


Lipiec bardzo lubię i działo się nawet dość sporo. Spójrzcie sami. 

Na początku miesiąca była wędrówka w góry. Zabawy co niemiara, pyszne jedzonko, zjazd Rodel Bahn, kawka i drzemka (czy dżemka)na świeżym powietrzu. 






Rozkochałam się w smaku zielonej herbaty z jaśminem. Zieloną herbatę bardzo sobie cenię, jednak ta przeszła wszelkie moje oczekiwania. Z każdym łykiem przeżywałam eksplozję jej smaku.  


Pogoda nie dopisywała tak, jakbym sobie wymarzyła. Jednak słoneczne chwile wykorzystałam spacerując po Monachium. Lubię tak od czasu do czasu poudawać turystkę. 



Nieoczekiwanie nabrałam ochoty na polską kaszankę. Na szczęście niedaleko mojego domu, raz w tygodniu przyjeżdża food truck z polskimi produktami. Do tego surówka z kiszonej kapusty z cebulą i suszonymi śliwakami oraz szklanka soku pomidorowego i już nic mi do szczęścia nie było potrzebne.


Zbieram się do kupna pierwszych w życiu conversów. Tak, PIERWSZYCH! Nie oszukując to już chyba z pięć razy byłam w centrum handlowym z zamiarem ich kupna. Jednak przytłacza mnie ilość do wyboru. Za każdym razem wychodzę z pustą torbą. Z drugiej strony obawiam się, że odkrywam w sobie uczucie uwielbienia do butów. Nigdy nie zaliczałam się do typu kobiet, które mają kilkanaście par butów. Ja mam ich zaledwie kilka, aczkolwiek ostatnio coraz częściej zerkam w stronę butów. Hmm.... A Ty? Jesteś butocholiczką? 




Oczywiście nie obyłoby się bez wizyty w IKEA. Trochę zmian zrobi dobrze każdemu pomieszczeniu. Kto wiedział, że mają piwo w asortymencie?



Pojawił się również kolejny artykuł mojego autorstwa w polonijnej gazecie MOJE MIASTO. Nie sądziłam, że pisanie sprawiać będzie mi tyle frajdy. Ciągle doskonalę swój warsztat pisarski i cieszę się, że mogę go rozwijać. To nowe doświadczenie.   


A ostatni weekend lipca spędziłam częściowo na relaksie. Był cudowny sobotni dzień, camping, woda, góry i mili ludzie! To, co lubię!





0 komentarze: